Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Koszystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane na Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia.
Zamknij
GG Nasze Allegro
Logowanie Rejestracja
Schowek Koszyk

9 XII 1592 urodził się Krzysztof Arciszewski

9 XII 1592 urodził się Krzysztof Arciszewski

Urodził się w Rogalinie, ale był prawdziwym, z musu raczej niż z własnej woli – zmuszony do banicji po jakimś szlacheckim mordzie - obywatelem świata. Był generałem artylerii Holandii, Brazylii i Polski, oraz admirałem floty Brazylii. Służba w armii holenderskiej zawiodła go na koniec świata i tam potwierdzał swoje umiejętności żołnierskie i nabywał nowe, które z kolei, po powrocie do Polski w zmaganiach ze Szwedami mógł wykorzystać.
Przebarwne życie – trudne więc dziwić się że los tego Wielkopolanina doczekał się opisu w kilku książkach; Michał Rusinek napisał o Arciszewskim trylogię; „Wiosna admirała” , „Muszkieter z Itamariki”, „Królestwo pychy”, a Maria Paradowska książkę „Przyjmij laur zwycięski”.

Ale i sam hetman władał nie lada piórem; dał się poznać jako autor świetnych barokowych wierszy i przede wszystkim, jako autor niezachowanego „Pamiętnika”.
O tejże literackiej pracy wojaka, podróżnika, i chyba pisarza tak w książce „Przyjmij laur zwycięski" pisała Maria Paradowska:

„Pamiętnik Arciszewskiego nie zachował się do naszych czasów. Jego fragmenty dotyczące Indian Tapuja - plemion zamieszkujących wówczas północno - wschodnie wybrzeża Brazylii i należących do najstarszych mieszkańców tego obszaru - znamy z dzieł uczonego holenderskiego Gerarda de Voss, który przyznawał Arciszewskiemu ważne zasługi na polu dopiero rodzącej się nauki - etnografii: " długo by trwało wyliczanie wszystkich obyczajów Tapujów, o których dowiadujemy się od znakomitego Arciszewskiego... ". Arciszewski, jak rasowy etnolog, zdobył najpierw zaufanie Indian, którzy pozwolili mu w końcu uczestniczyć w najtajniejszych obrzędach. Jego opis Tapuyów jest unikalny, bo wkrótce plemiona te uległy całkowitej zagładzie.(…)W swoim pamiętniku Arciszewski skrupulatnie notował swoje spostrzeżenia dotyczące życia i obyczajów tubylczych Indian. Pod jego komendą znajdowali się Tapuyowie uprawiający rytualne ludożerstwo. Opisywał niepojęte dla Europejczyka obyczaje, między innymi wstrząsające sceny zjadania zmarłych, jako przejaw pierwotnej kultury. Powstrzymywał się od oceniania kanibalizmu w kategoriach moralnych, mimo, że w dyskusjach toczonych współcześnie przez światłe umysły w Europie obyczaj ten był koronnym dowodem braku duszy i człowieczeństwa u Indian. Odmienność Indian zdawała się nie szokować Arciszewskiego. Przyjmował jako rzecz oczywistą, przynależne ludziom prawo do właściwych sobie form życia. Brak uprzedzeń w stosunku do odmiennej kultury wynikał zapewne z jego wychowania w środowisku ariańskim, i wpajanej przez tę religię z pełnej tolerancji wobec wszystkich ludzi. Niezwykły to rys u sarmackiego zabijaki.”

"Notowanie ciekawych obserwacji okazało się zajęciem fascynującym. Gotów był poświęcać całe noce, aby skrupulatnie zapisać to wszystko, co widział. Istotnie myślał, że po powrocie do Holandii napisze pracę poświęconą swoim przeżyciom w Brazylii, a przede wszystkim życiu Indian. Pisanie przynosiło coraz większą satysfakcję i wydało mu´ się rzeczą zabawną, że zyskawszy sławę żołnierską, może w przyszłości zdobędzie także i wawrzyn literacki. Łatwość, z jaką posługiwał się piórem, pozwalała mu wierzyć, że nie będzie to sprawą niemożliwą. Niestety, jego materiały z Brazylii zaginęły, nie wykorzystane w pełni ani przez Vossa, ani też przez samego Arciszewskiego…”

Ale może nie wszystko stracone, może Arciszewski doczeka się swojego polskiego, Chatwina, który w sobie tylko wiadomy sposób, łącząc zmyślenie i prawdę odtworzy nie tylko los generała, ale i jego pamiętnik, osadzi go w gnieździe, „gdzie będzie miał trochę ciepła, życia, łamania w kościach niezłego bigosu, codziennych zmartwień”.

Kalendarium

15 VIII 1898 urodził się Jan Brzechwa Kto czasami, spędzając kolejne słoneczne popołudnie - zamknięty przed ciepłymi promieniami  słońca połyskującymi na błękitnym niebie - w pracy, z pewną tęsknotą,  nie pomruczy pod nosem: „Na tapczanie siedzi leń, nic nie robi cały...
więcej...

Polecane