11 V 1895 urodził się Jan Parandowski
Jego „Mitologię” znają wszyscy, a przynajmniej wszyscy o niej słyszeli. Ci zaś, którzy przeczytali z niej choćby rozdział nie mogli nie zauważyć, że nie czytają tylko suchej, naukowej relacji, ale mają do czynienia z żywą opowieścią. Czytelnicy uwrażliwieni na piękno języka dostrzegli, że mity opisano polszczyzną niepowtarzalną – piękną, czystą, giętką, tak sprawną i bogatą, że zdolną oddać każde ludzkie doświadczenie, każdą poczętą w ludzkiej głowie myśl.
Kiedy czyta się prace Jana Parandowskiego, odnosi się wrażenie, że to nie pisarz mozoli się z materią języka, ale że to język przysiągł posłuszeństwo pisarzowi. Lekkość, urok, zachwyt, zauroczenie, zdziwienie, że można tak pisać – to wszystko towarzyszy spotkaniom z książkami autora „Nieba w płomieniach”.
Czy będzie to esej, czy proza, zawsze będzie to prawdziwe mistrzostwo, sztuka, której nieobca jest wirtuozeria, ale i sztuka, która o lata świetlne odległa jest od wszelkiego kuglarstwa i językowych popisów. Rzetelność, dokładność, prostota i piękno ; jak bardzo wysoko by to nie brzmiało – inaczej, naprawdę, trudno o języku Parandowskiego pisać - zresztą posmakujcie Państwo sami;
„Wśród tych słów Odyseusz wracał do Itaki. Drogą ubitą aorystami zeszedł do przystani, wstąpił na okręt Feaków i zasnął. Statek odbiwszy od brzegu porównaniem do czwórki cwałujących ogierów, wypłynął w silnym i równym oddechu imperfektów, a za nim biegła „wielka purpurowa fala niemilknącego morza”. Boski tułacz spał zapomniawszy o przebytych niedolach, które ćwierć wiersza niosło nad nim w majestatycznym pulsquamperfectum, brzmiącym jak cząstka wieczności”. (fragment „Nieba w płomieniach „).
Tylko ktoś, kto posiadł umiejętność tak doskonałego posługiwania się słowem mógł sam napisać książkę „Alchemia słowa", w której stara się przybliżyć czytelnikom tajemnice pisarskiego warsztatu i wydobyć na światło dzienne sekrety innych władających piórem rzemieślników.
Pisał o sobie:
„Nie, nie jestem uczonym. Jeżeli zachodzę czasem do tych katakumb wiedzy, jakimi są wielkie biblioteki, to jedynie po to, aby z tym większą radością oddychać później świeżym powietrzem swobodnej i niefrasobliwej fantazji. Mitologia wydaje mi się rozkosznym ogrodem, po którym chodzić trzeba stopą cichą i delikatną. Wolę radować się wonią rosnących tam kwiatów, niż za cenę oberwanych płatków poznawać tajemnicę ich budowy.”
Był wielkim znawcą, miłośnikiem i popularyzatorem wiedzy o świecie antycznym. W dzisiejszych czasach byłby z pewnością medialną gwiazdą.Czy znalazłby wtedy czas na napisanie „Dysku olimpijskiego”, „Króla życia”, „Nieba w płomieniach”, „Erosa na Olimpie”, „Godziny śródziemnomorskiej” i wielu innych pięknych książek? Czy znalazłby czas na tłumaczenie Odysei, tłumaczenie, które wykonane prozą wywołało zachwyt znawców, i o którym napisał Stanisław Vincent; „czytelnik od razu dostrzega urok przekładu, który ogłaszając się prozaicznym, zastawia mu czarująca pułapkę, bo trzyma się tekstu tak wiernie, jak się da, a co chwila wytryska homeryckim rytmem i jego rozpędem”.?
Wątpliwe.
Kiedy więc wydaje się, że mówimy już tylko mową gazety i telewizora, kiedy wydaje nam się, że codzienne słowa przestają nam wystarczać do tego, by powiedzieć nimi coś ważnego, pięknego, czułego, sięgamy do tej krynicy polszczyzny, jaką jest twórczość Parandowskiego, otwieramy na jakiekolwiek bądź stronie i cieszymy się tym powiewem świeżości i odzyskujemy radość z posługiwania się językiem:
”Nie ma powodu narzekać; Cezar więcej zyskał, niż stracił na szkole. Tam bowiem, a nie w rękach filologów, historyków, generałów i polityków jego nieśmiertelność zieleniła się świeżymi laurami. Bez niej jego imię straciłoby wiele ze swego blasku. Dzień, w którym młodzież przestanie wędrować po nim ze słownikiem i gramatyką, będzie pierwszym z tej epoki lodowej, w jaką wchodzą wszyscy klasycy skazani na ciekawość specjalistów.”
Konto klienta
Pomoc
Firma
Copyright by Arsenał 2022
code by Software house Cogitech