Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Koszystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane na Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia.
Zamknij

Arsenał


12 V 465 p.n.e. urodził się Sokrates

12 V 465 p.n.e. urodził się Sokrates

Sokrates to w dziejach ludzkości postać, która stała się symboliczna w taki sam sposób jak Zaratustra, Budda, Konfucjusz. Jest symbolem pewnego nastawienia człowieka wobec świata i życia, nastawienia, dodajmy, niezwykłego.

Ryszard Legutko, tłumacz  kilku z dialogów Platona o tym nastawieniu pisze tak;

„Według Sokratesa, dzięki trudowi filozoficznemu, mogliśmy siebie  zobaczyć inaczej: nie w swoich rolach społecznych, nie w przebraniu, jakie dawała nam nasza pozycja czy reputacja, nie w stanie zadowolenia wywołanym przyjemnościami i sukcesami. Mogliśmy zobaczyć siebie takimi, jacy jesteśmy niezależnie od tych wszystkich przebrań. A gdy już ktoś osiągnął taką zdolność patrzenia na siebie, to musiał, zdaniem Sokratesa, dojść do nieodpartego wniosku, że owa ocena jest jedyną, jaka się naprawdę liczy i że całe swoje życie powiien pokierować w ten sposób, by wypadła ona jak najlepiej”.

Czy takie „mało polityczne„ przekonania mogły spodobać się rozpolitykowanym Ateńczykom? Sokrates uwierał ich, kąsił (nazywał się przecież sam gzem, który ich kłuje), przeszkadzał im,  wybijał z przyjemnego poczucia, że wszystko jest na swoim miejscu. Miarka się w końcu przebrała i Sokratesa postawiono przed sądem. Zarzuty – jak w każdych czasach i miejscach – zawsze te same: bezbożność oraz demoralizacja młodzieży.

Tak, życie sokratejskie może być niebezpieczne, ale nie dla kogoś kto życie takie decyduje się wieść, ale dla „miasta”, dla społeczności, która żyje  miarami, rolami społecznymi, maskami i grami. Być może perspektywa, którą proponował Sokrates dla większości ludzi jest nieosiagalna; zawsze się gdzieś biegnie, czeka na zysk, podsumowuje straty, przymierza role, planuje awanse, tęskni za uznaniem, i trzeba być Sokratesem, albo Buddą, by widzieć wszystko to jako pozór jedynie.

Chęć życia na sposób sokratejski spycha więc człowieka na margines społecznego życia, albo sadowi go w środku ale na barykadzie. Bo pomyślmy; wolność takiego człowieka nie ma już nic wspólnego z wolnością głoszenia poglądów gwarantowaną w społeczeństwie, to jest wolność ponad wolnościami, to może być wolność, która ignoruje społeczny ład (w imię ładu wyższego), wolność, która społecznemu ładowi (w imię ładu wewnętrznego) rzuca wyzwanie.

Człowiek żyjący po sokratejsku może być dla społeczeństwa człowiekiem niebezpiecznym, dlatego społeczeństwo zawsze będzie skłonne wyciszać jego głos, podsuwając mu cykutę. Wyprawiwszy takiego miłośnika mądrości w drogę bez powrotu, oddycha znów swobodniej, także i wtedy jeszcze, kiedy, taki "dziwak", "kapryśnik", "giez" zrezygnuje z życia w „mieście” i ruszy samotnie w góry.  

Copyright by Arsenał 2022

code by Software house Cogitech