3 IX 590 - początek pontyfikatu Grzegorza I Wielki
Wspominamy tutaj tego papieża, by przypomnieć, że kultura europejska zawdzięcza mu nie tylko chorał gregoriański, (czyli systematyzację śpiewu liturgicznego), naukę o czyśćcu, organizację klasztornego życia według reguły Benedykta, obszerny komentarz do Księgi Hioba i, opisywaną z wyraźnym upodobaniem i dziwną ironią przez redaktora jego biografii w Wikipedii, reformę życia moralnego duchowieństwa.
Piszemy tu o tym pontyfikacie również dlatego, że autor biograficznego hasła w Wikipedii, próbuje uczynić z Grzegorza Wielkiego kogoś w rodzaju bicza na współczesnych „wykształciuchów”, przytaczając, wyrwane z pewnością z kontekstu, słowa;
"gardzę prawidłową budową zdań i przypadkami, gdyż uważam za rzecz wielce niestosowną aby słowa boskiej wyroczni były krępowane przez zasady Donata”. (Donat – nauczyciel św. Hieronima).
Grzegorza Wielkiego inaczej ujrzy ten, kto poświęci choć chwilę czasu na studia nad latami, w których przyszło mu zasiadać na papieskim tronie 590 – 613, czasy, w których po Półwyspie Apenińskim rozlały się wojska słynących z okrucieństwa Longobardów.
W przypadku Longobardów trudno mówić o kulturze, precyzyjniej będzie używać sformułowania „barbarzyńska obyczajowość”. Łatwo sobie ich wyobrazić, bo nie do zapomnienia obraz tego wojowniczego ludu odmalował w wierszu „Longobardowie” Zbigniew Herbert:
„…Ogromny chłód wieje od Longobardów
Cień ich trawę przepala, kiedy zlatują w dolinę
Krzycząc swoje przeciągłe nothing nothing nothing”
Longobardowie systematycznie terroryzowali Rzym i Grzegorz Wielki systematycznie wykazywał się wielkim talentem dyplomatycznym chroniąc miasto i jego ludność przed całkowitym unicestwieniem. Zjednał sobie tymi zabiegami wielką wdzięczność italskiej ludności. Długo udawało mu się utrzymywać kruchy, naruszany zresztą nieustannie, pokój.
Sprawy zaczęły przybierać apokaliptyczny wymiar (taka tez metaforyka pojawiła się w kazaniach papieża), kiedy król Agilulf postanowił zerwać kruchy rozejm i z całym impetem wyruszył na Rzym:
„Oto widzimy już całkowite zatracenie tego świata, o którego zagładzie słyszeliśmy z Pisma Świętego; miasta zniszczone, warownie rozwalone, kościoły zburzone, żadnego już nie ma na naszej ziemi rolnika. A naszej małej garstce, która pozostała, grozi nieustannie miecz ludzki, szalejący równocześnie z innymi klęskami, spadający na nas z dopustu Bożego. Patrzymy więc na nieszczęścia świata, o których przyjściu już dawno słyszeliśmy; jakby kartami ksiąg stały się nam już same klęski świata”.
Historia odnotowuje początek jednej z homilii wygłaszanych przez papieża w bazylice na Lateranie w 593 roku, kiedy dotarła do niego wieść o pochodzie Agilulfa na Rzym.
Papież rozpocząć miał mowę od słów:
„Dwie rzeczy nade wszystko niepokoją mnie dzisiaj, najdrożsi bracia, a mianowicie – zawiłość i niejasność świętego tekstu, (a przedmiotem rozważań były proroctwa Ezechiela), oraz nowina, że król Agilulf przekroczył Pad, ażeby przyjść nas oblegać”.
Dzięki listom słanym do żony króla (katoliczki) Teodelindy, i bezpośredniemu spotkaniu papieża i Agilulfa u bram miasta, katastrofy znów udało się uniknąć, więcej nawet – udało się doprowadzić do kolejnego rozejmu w taki sposób, że porywczy Longobardowie, narażeni na nieustanne potyczki z wojskami cesarstwa bizantyńskiego, widzieli w papieżu także swojego rzecznika.
Kilka tomów „Dialogów” i „Listów” tego z pochodzenia Rzymianina i arystokraty przekona każdego, że słowa o „pogardzie dla prawidłowej budowy zdań” muszą być wyjęte z kontekstu, a traktowanie ich jako określających ogólny stosunek do gramatyki i języka - dla papieża krzywdzące.
Nie trzeba zresztą, studiować opasłych tomów pierwszego zakonnika, który został papieżem, wystarczy uważnie przeczytać cytowane wyżej fragmenty, by zauważyć, że język ten oddycha równym majestatycznym rytmem łacińskiej mowy i dziś jeszcze, dla czujnego ucha, potrafi brzmieć nutą i uroczystą i niepokojąco aktualną.
Konto klienta
Pomoc
Firma
Copyright by Arsenał 2022
code by Software house Cogitech