Mokry tworzy coś, co można by nazwać „post-industrialną sielanką solarpunkową” – hybrydą rozpaczy i pragnienia, w której krajobraz składa się z blizn i światłowodów, a nadzieja pulsuje w oddechu współobecności.
To poemat, który działa jak ekopoetyckie laboratorium pamięci i przyszłości. Jego język rozsadza linearność, używając powtórzeń, szczelin, deformacji, które oddają szamotanie w świecie po katastrofie: ekologicznej, technologicznej i rodzinnej. Nadzieja w tym zapisie nie jawi się jako utopijny horyzont, lecz jako ruch języka, który wciąż na nowo podejmuje próbę uchwycenia przyszłości – niespełnionej, ale możliwej. Solarpunk w jego wersji to nie radosna utopia, lecz recykling ruin: lampy wyrastające z ziemi, żarna światłowodów, pejzaż pokryty plastikiem i popiołem. Z kolei tradycyjna sielanka zostaje rozbita – natura mówi głosem zaszumywanym przemysłem, pamięta ból i przemoc. Poemat odsłania, że żyjemy w epoce, w której nadzieja może mieć formę jedynie migotliwą: jako wspólne nawoływanie, jako czułość w ruinach, jako solarny przebłysk w ciemności
Opinie kupujących