Wiersze z tomiku Wnęki i rzeki Anny Tlałki układają się w cykl, który można czytać jako
poetycką próbę opisania ludzkiej kruchości – tej cielesnej, emocjonalnej i metafizycznej.
Autorka operuje językiem miękkim, organicznym, nasyconym obrazami natury, zwierząt,
światła, tkanki, rzek i wnęk. To poezja, która nieustannie wraca do motywu pęknięcia i
sklejania, do doświadczenia utraty i nieustannego podejmowania wysiłku odbudowy. W
wielu wierszach pojawia się gest ratowania – zwierząt, ludzi, wspomnień, drobnych śladów
życia. Podmiotka liryczna przenosi ślimaka przez jezdnię, dokarmia koty, tuli napotkanych
ludzi, „aby wiedzieli, że świat może być miękki”. Ten gest jest jednocześnie afirmacją i
desperacją: czułość staje się ostatnią formą oporu wobec rozpadu. Istotny jest motyw:
rzeki, która jest żywiołem, daje życie, ale też niszczy, kruszy, wypłukuje. Ta metafora czasu
nie zatrzymuje się nawet wobec ludzkiej próby „związania przeszłego z teraźniejszym”.
Jako redaktorka już trzeciej książki poetyckiej Anny Tlałki widzę w nich pewną językową
spójność. Wiersz „Ćmy” uważam, za jeden z najmocniejszych emocjonalnie – opis
dziecięcego doświadczenia żałoby, samotności i niezauważenia. Autorka nie epatuje
dramatem, lecz buduje go poprzez szczegóły: „spódniczka w groszki”, „marsz żałobny
Chopina”, „lalki z Pewexu”. Czyżby ta trauma stała się źródłem późniejszej potrzeby opieki
nad światem, jakby każdy akt czułości był remedium na bieżącą bezsilność i pogodzenie
się z losem, a także próbą zasypania dawnego pęknięcia.
Anna Tlałka tworzy poetycki świat, w którym kruchość jest siłą, a czułość – formą
przetrwania. Operuje obrazami organicznymi, sensualnymi, często bolesnymi, ale nigdy pozbawionymi nadziei. To poezja zanurzona w naturze, w codzienności, w pamięci, wduchowości – poezja, która nie boi się mówić o słabości, bo właśnie w niej odnajduje moc.
Łucja Dudzińska
Opinie kupujących