Łucja Dudzińska „Słowa po północy”, str. 128 (oprawa twarda) FONT, Poznań
2026
NOTA
„Słowa po północy” Łucji Dudzińskiej to nie jest książka o ciele, chociaż ciało tutaj
wraca, upiera się, rozświetla nocne marginesy. To nie jest też tom o miłości, tej
oswojonej, przewidywalnej. Wiersze wymykają się etykietom: zamiast erotyki
dostajemy puls materii, zamiast westchnień, mikromechanikę światła i pamięci.
Dudzińska bada dotyk jakby był językiem obcym, którym dopiero trzeba nauczyć się
mówić. Rozszczelnia parę, dom, codzienność; wchodzi w poranny chleb, w
bursztynowy chłód, w pyłek rzepaku na piersiach. Z małych gestów buduje
alternatywny realizm, gdzie uczucie nie jest dekoracją, lecz siłą sprawczą, czasem
łagodną, czasem bezwzględną. To książka poetycka o próbnych wersjach bliskości, o
pamięci, która potrafi rozszarpać i ocalić jednocześnie. O próbach zamieszkania w
drugim człowieku i w sobie, kiedy powietrze się zmienia, woda podnosi, a noc
przechodzi przez skórę jak impuls. „Słowa po północy” są jak wejście w głąb
migotania: intymne, ale nieuładzone; cielesne, ale nie wprost; czułe, choć
niepokojące. Zostawiają czytelnika w miejscu, w którym kończy się sen, a zaczyna to,
o czym zwykle milczymy.
Małgorzata Południak
Font
Opinie kupujących